poniedziałek, 22 maja 2017

Radość życia a piramida

W ostatnich tygodniach coraz częściej powraca do mnie kwestia poszukiwania celu, motywacji i sensu życia. Różne osoby różnie to ujmują, jednak potrafię z łatwością dostrzec wspólny mianownik. Tym bardziej, że ten rok jest i dla mnie ważny właśnie pod tymi względami. Stąd zresztą wziął się mój pomysł na cykl wpisów (a planuję różne cykle… inaczej mówiąc: porządkuję swoje blogowanie), który zaplanowałam na czwarte poniedziałki miesiąca, roboczo zatytułowany “Szukając siebie”. Pewnie odwlekałabym rozpoczęcie go co najmniej do czerwca, gdyby nie najnowszy podcast na blogu Jak Oszczędzać Pieniądze. Od razu zaznaczam, że nie mówi on o tych sprawach, jedynie mnie zainspirował. Poczułam, że to jednak jest dobry moment na to, by zacząć. Właśnie dziś. Tym bardziej, że na horyzoncie pojawiła się piramida i zrozumiałam, że będę pisać o niej.


Wydawać by się mogło, że pytanie o to, co chcemy robić w życiu, stawiamy sobie najczęściej w momencie wyboru studiów. Co więcej, ja naprawdę kiedyś myślałam, że odpowiada się na nie raz a dobrze. Tymczasem sprawa wcale nie jest taka prosta. W tym roku uświadomiłam sobie, jaki błąd popełniam, nie weryfikując odpowiedzi regularnie. A potem odkryłam, że wcale nie jest tak prosto jej udzielić.

Piramida Maslowa w wielkim skrócie

Zanim jednak przejdę dalej, przybliżę gwoli uporządkowania wywodu rzecz bez wątpienia znaną szerszej publiczności. Panie i Panowie, oto ona: Piramida Maslowa! Występuje w kilku wersjach i jeśli się odpowiednio długo poszuka, można najzwyczajniej w świecie... zgłupieć. Dlatego postanowiłam, że na potrzeby tego wpisu, przyjmę jedną jej wersję.


Idea piramidy Maslowa polega na graficznym przedstawieniu ludzkich potrzeb. Dolne piętra to potrzeby niższego rzędu, górne - wyższego. Aby móc się wspinać ku szczytowi, musimy wpierw zapewnić sobie stabilizację pod nami, czyli zaspokoić wszystkie potrzeby leżące pod tą, do której dążymy. Ma to sporo sensu, bo raczej nie będziemy szukać miłości, dopóki chociażby nie dostarczymy sobie pokarmu. Oczywiście to wielkie uproszczenie, ale mam nadzieję, że w miarę jasne.

Z potrzebami niższego rzędu wielkich problemów nie ma. Bywają różnie nazywane, ale obejmują te same obszary. Ciekawie natomiast zaczyna się robić przy piątym piętrze. Oto dwie piramidy znalezione w czeluściach internetu (niestety nie wiem, kto jest autorem grafik):





Pamiętam jeszcze z czasów studiów, że kolejność potrzeb wyższego rzędu już wtedy sprawiała pewien problem. Dlatego też teraz nie zamierzam się na tym skupiać. Jaka by ona nie była, na górnych piętrach piramidy mamy do czynienia z samorealizacją, wiedzą, rozumieniem, estetyką i transcendencją (ewentualnie duchowością). Pojęcia te często zbliżają się do siebie, choć nie znaczą tego samego.

Jest jeszcze jedno słowo, które się wiąże z potrzebami wyższego rzędu. Jest nim WZROST. Czyli zawsze możemy być w czymś lepsi, nie chodzi jedynie o zaspokojenie z góry określonego poziomu. Zawsze jest coś przed nami. I tak na przykład potrzeba samorealizacji wiąże się z rozwojem. Z wykorzystywaniem swojego potencjału. Z pomaganiem innym. W teorii nigdy nie osiągniemy szczytu możliwości.

Radość ulega wypaleniu

A co jeśli to, co robiło się do tej pory, przestaje cieszyć? Zwykle wrzuca się taki stan do zbiorczego worka “wypalenie zawodowe”, ale wydaje mi się, że nie do końca trafna nazwa. Kojarzy się mocno z pracą, zaś taka sytuacja nie zawsze dotyczy wyłącznie pracy. Bardziej skłoniłabym się ku nazwie “wypalenie projektowe”, bo w życiu tak naprawdę działamy projektami. Projektem może być awans w pracy, ale projektem też jest wychowanie dziecka czy planowanie posiłków na cały miesiąc. I mnóstwo innych rzeczy też.

Nie tak dawno przeżyłam spory stres związany ze swoją przyszłością naukową. I możecie mi wierzyć “spory” to taki eufemizm, który nie oddaje w pełni poziomu mojego stresu. Na moje szczęście potrafiłam wtedy dostrzec, wśród wielu kwestii, jedną niezwykle ważną. Zgubiłam gdzieś całą radość, jaką mi dawało zdobywanie wiedzy i dzielenie się nią. I zrozumiałam, że tylko jej znalezienie pozwoli mi na nowo poczuć motywację do rozwoju naukowego.

Dałam sobie czas, ale - co niezwykle istotne - określiłam wstępnie, ile tego czasu będzie. Potem po prostu pozwoliłam mu płynąć, jednocześnie wyobrażając sobie swoją przyszłość w różnych opcjach. Świadomie usunęłam z myślenia wszelkie czynniki zakłócające, jak na przykład: ile to już kosztowało pieniędzy. Wiedziałam bowiem, że jeśli będę myśleć w takich kategoriach, to sama przystawię sobie pryzmat do oka, przez który zacznę oglądać ewentualną decyzję. Nie o to mi chodziło. Musiałam zrozumieć, czego ja naprawdę chcę. Nie czego chce rozsądek i zakorzeniony we mnie głęboko wstręt do wyrzucania pieniędzy w błoto. Tym razem najważniejsze pytanie brzmiało: robienie czego sprawia mi radochę?

Paradoksalnie czasem łatwiej jest określić, co tę radochę zabija. ale to też jest metoda. Drogą eliminacji można dotrzeć wtedy tak czy siak do tego, co pomoże nam wykrzesać entuzjazm. Każdy może inaczej dotrzeć do odpowiedzi - ważne jest tylko, by to zrobić.

Z perspektywy piramidy

Od razu się przyznam, że kiedy podejmowałam ważne dla mnie decyzje, o piramidzie Maslowa nie myślałam. A przecież cały czas znajdowałam się w jej cieniu i zapewne uświadomienie sobie tego trochę by mi ułatwiło sprawę. To dlatego teraz dzielę się Wami tą historią. Może nie jest ona jakąś wielką opowieścią z morałem, jednak jeśli komukolwiek pomoże, to dobrze.

Kiedy teraz piszę o tym, dochodzę do wniosku, że radość w pewien sposób wiąże się z satysfakcją. Obie z kolei zdecydowanie rosną wraz ze wspinaniem się ku czubkowi piramidy. Potrzeby bazowe pominę w swoich rozważaniach i przeskoczę od razu wyżej, aż do potrzeby uznania i szacunku. To był dla mnie punkt wyjścia. Rozmyślając o swojej sytuacji, uznałam, że chciałabym być szanowana. Nie wymagałabym wiele, zwykłe “dziękuję” często też wystarczy. Tym bardziej, że tu nie ma jeszcze prawdziwego efektu wzrostu, o którym pisałam wyżej. Bo szacunek innych do naszej osoby jest nam potrzebny, ale nawet jeżeli  jest ogromny, to nasze odczuwanie go nie jest wcale bliższe euforii. Owszem, jesteśmy szczęśliwi, spotykając się z uznaniem za naszą pracę. Ale bardziej na zasadzie kontrastu względem sytuacji, gdy uznania nie ma. Przy czym zastrzegam, że to (i wszystko inne, co tu piszę) to mój punkt widzenia. Można się z nim nie zgadzać. Jednakże staram się dzielić tym, co zauważyłam u siebie, bo może to komuś uzupełnić wiedzę zdobywaną u specjalistów.

A właśnie, wiedza… Wiedza, rozwój, samorealizacja. To były te rzeczy, które okazały się dla mnie ważne przy podejmowaniu decyzji. Potem doszło jeszcze to, że ja kocham dzielić się wiedzą i uwielbiam edukować. Jak zatem widać, poruszałam się w obszarze potrzeb wyższego rzędu i to one pomagały mi definiować, co jest dla mnie w życiu ważne. To one również dają mi odpowiedź na to, co mnie naprawdę cieszy i będzie cieszyć. A że są to obszary wzrostu, zawsze mogę z nich czerpać motywację do dalszego działania. Przyjrzałam się temu, czy naprawdę chcę zrezygnować z tego, co może mi zapewnić rozwój naukowy i… podjęłam decyzję.

Znaleźć radość już teraz

To na koniec moich rozważań chcę podzielić się jednym sposobem na to, by radocha zapanowała (lub wróciła) do naszego życia. U mnie sprawdza się praktycznie w stu procentach, a wiąże się z “wypaleniem projektowym”. Co ciekawe bardzo często zaczynam stosować ten sposób nieświadomie pod koniec roku. Dzięki temu się ładuję energią i jestem gotowa wkroczyć w kolejny okres działania. Ale przecież to nie musi być akurat nowy rok. Czasem może to być po prostu nowy tydzień. Lub nowy dzień.

Rzecz jest prosta. Znajdź nowy projekt dotyczący potrzeby wyższego rzędu.

Dotychczasowe działanie przestaje przynosić Ci satysfakcję? Zastanów się, dlaczego. Może przestajesz się już rozwijać. Może nie realizujesz już tego, co jest dla Ciebie naprawdę ważne, ewentualnie skupiasz się tylko na jednej cesze, a przecież człowiek jest takim złożonym bytem. Może gubisz gdzieś aspekt samoświadomości, a zamiast tego popadasz w rutynę dnia. Może podświadomie chcesz szukać równowagi, ale nie wiesz jeszcze, jak to zrobić. Może wreszcie pora jest na to, by pomóc komuś dążyć do samorealizacji, skoro samemu już się udało osiągnąć cel. .

Jest tyle projektów, które możesz rozpocząć. Dla mnie zawsze najwspanialsze i najbardziej energetyczne są te, które mogą mi pomóc zmienić świat na lepsze. Szczególnie jeśli mogłabym pokazać jego piękno innym, a już zwłaszcza dzieciom. Jednak to, co jest źródłem największej radości dla mnie, nie musi sprawdzić się u Ciebie. Znajdź swój projekt. Zacznij o nim opowiadać. Zobacz różnicę.

A jeśli chcesz się podzielić nim ze mną lub może potrzebujesz kogoś, kto pomoże Ci uchwycić luźne myśli, pisz. Mail jest w zakładce “Kontakt”. Podobno jestem osobą, która potrafi entuzjastycznie podchodzić do różnych projektów, nie tylko swoich. Więc korzystaj i łap entuzjazm!

Lady V.


P.S. Tak zupełnie na sam koniec chciałabym napisać kilka słów na zupełnie inny temat. Uwaga dla podejrzliwych: nikt mi za to nie zapłacił! (a szkoda…). Otóż jestem wieloletnią klientką sieci T-Mobile, wcześniej znanej jako Era. Mam abonament, dobrze mi z tym. Właśnie jestem na etapie przedłużania umowy. I o tym chcę opowiedzieć. Nie, nie będzie o warunkach, o promocjach, nic takiego. Będzie o kontakcie z drugim człowiekiem.
Rozmawiałam z panem Przemkiem, którego oficjalnie chcę tu pochwalić za ogromną cierpliwość do mej skromnej osoby. Bo zadzwonił raz. Poprosiłam o kontakt później. Zadzwonił drugi raz. Przedstawił ofertę, przy czym ja chciałam wersję bez telefonu. Poprosiłam o czas do namysłu. Zadzwonił trzeci raz, kiedy już miałam się decydować, a ja nagle z pytaniem o opcję z telefonami. Zadzwonił czwarty raz i został przywitany słowami “przepraszam, proszę się nie gniewać, zapomniałam zupełnie się skonsultować, proszę zadzwonić w piątek”. No i przy piątym telefonie sprawę załatwiliśmy. Oczywiście po moich dziesiątkach pytań o różne modele, szukaniu czegoś, co mi będzie pasować… wybrałam wariant bez telefonu. Czyli ten z rozmowy drugiej.
Ja wiem, że taka praca i za obsługę marudnych klientów się też dostaje pieniądze. Co nie zmienia sytuacji, że rozmawiało nam się za każdym razem bardzo sympatycznie (a przynajmniej ja miałam takie wrażenie). Można być po prostu profesjonalnym, a można przy całym profesjonalizmie można być osobą, którą aż miło jest usłyszeć w słuchawce. Dlatego jeśli jesteś klientem T-Mobile i chcesz przedłużyć umowę, zadzwoń do centrali i poproś o rozmowę z panem Przemysławem Ciesielskim. Kompetencja i życzliwość gwarantowane, uśmiech gratis ;)

P.P.S. A przy okazji - załatwiając różne sprawy, uśmiechnij się również. Choćby dzwoniąc do operatora telefonicznego. Jeśli większość klientów tego nie robi, bądź taką osobą, która swoim uśmiechem uprzyjemni komuś innemu dzień! ^^

2 komentarze:

  1. Piramidka Maslowa jest taka znana,pojawia się w podręcznikach szkolnych itd. Ale w gruncie rzeczy nie jest taka łatwa do ogarnięcia,jeśli chce się ją bliżej poznać. Pisałem w jednym z pierwszych swoich postów o niej. Tytuł sobie wymyśliłem - POTRZEBA - czyli czego do szczęścia trzeba. No właśnie. Potrzeby są tym,co prowadzi nas do szeroko rozumianego szczęścia. Piramida Maslowa jest na tyle uniwersalna,że dzięki niej każdy kto nie wie czego mu brakuje do szczęścia może znaleźć odpowiedź. Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz i przepraszam, że dopiero teraz odpowiadam. Zajrzę, poczytam, ale już wstępnie widzę zgodność punktu widzenia w kilku miejscach :)

      Usuń