poniedziałek, 10 kwietnia 2017

W życiu masz dwie opcje

Dziś będzie krótko.
Krótko, bo zatoki kontratakują, ale tym razem postanowiłam z nimi walczyć po swojemu. Jeśli się pogorszy, to pewnie spotkamy się z lekarką, ale wolałabym nie musieć łykać niepotrzebnie leków. Zatem wymyśliłam sobie własną kurację. Eksperymentalnie płuczę zatoki  takim zmyślnym urządzeniem, które dawno temu zakupiłam za grosze w aptece w Niemczech. Nie jest to może najprzyjemniejsze doznanie, ale przynajmniej mocno nawilżam nos od środka. Do tego Hot Toddy (na całe życie będę wdzięczna mojemu przyjacielowi za przepis na niego, choć picie niemal duszkiem tego specyfiku jest dla mnie pewnym wyzwaniem), a jutro poświęcę się i zjem czosnek. Do picia zaraz zaparzę sobie imbir i ogólnie... dam radę.

Ale nie o tym chciałam pisać. Ważniejsze dla mnie jest to, co ostatnio dzieje się w mojej głowie w kwestii blogowania.


Przez ostatnie dni bardzo dużo czytałam. Nie mogłam jakoś zmotywować się do długiego pisania, więc postanowiłam choć szukać inspiracji, wskazówek i wiedzy. Okazało się to być bardzo łatwe i bardzo trudne zarazem.

Jest wiele naprawdę wartościowych tekstów, które aż chce się czytać. Co ciekawe, wielokrotnie autorzy dzielą się tym, co mają, jedynie za dobre słowo w komentarzu. To chyba największa magia blogosfery, która mnie niezmiennie zachwyca. Jednocześnie widzę, ile mądrości już jest do przeczytania, choćby na znanych blogach. Więc co ja, szaraczek, mogę dorzucić od siebie?

Zakładając Iskiernik, wiedziałam jedno: chcę pisać dla innych. Chcę pisać tak, by ktokolwiek znalazł w moich słowach powód do uśmiechu, ziarno optymizmu i - jakże by inaczej - iskierkę radości. Ale kiedy czytałam różne blogi, zaczęłam się zastanawiać, czy naprawdę będę komuś potrzebna
Odezwało się we mnie takie małe, nieśmiałe stworzonko. "Ej, może jednak odpuść? Na pewno ktoś już zrobił to, co ty byś chciała robić...".
Wspominałam już, że jestem z gruntu zakompleksioną istotką? 

Kiedyś bym się poddała temu głosikowi. Westchnęłabym ciężko, pokiwała głową i doszła do wniosku, że może znajdę lepszy pomysł w przyszłości. Znowu minęłoby sporo czasu, zanim odważyłabym się blogować. I znowu zapewne na krótko. 
O ile w ogóle. 

Ale dziś jest inaczej. Dziś po prostu chcę spróbować. Nie zamierzam odpuścić, nawet jeśli nie zaglądają tu tłumy. Bo tak naprawdę wystarczy, że choć jedną osobę moje słowa zainspirują do czegoś pozytywnego, by mieć ostateczny dowód, że warto było zacząć prowadzić Iskiernik. 

Przypominają mi się słowa, które znalazłam u Michała Szafrańskiego. Napisał: "w życiu masz dwie opcje: możesz walczyć i czynić wielkie rzeczy, albo poddać się i umrzeć". Ja nie zamierzam umierać, o nie. Owszem, miło byłoby czytać jakieś komentarze pod postami, ale i bez tego chcę pisać dalej. Co więcej, zamierzam wprowadzić w życie plan dotyczący... ale sza. Jeszcze nie chcę Ci wszystkiego zdradzać. Może dzięki temu zajrzysz tu jeszcze. A może zajrzysz tak po prostu?

A skoro jesteś już pod koniec tego posta, to zapraszam Cię do polubienia Iskiernika na FB. Daj znać innym, że tu zaglądasz. I jeśli chcesz, daj znać mnie, na pewno się ucieszę.
No i wybacz brak grafiki, ale te zatoki...

Dużo uśmiechu!



1 komentarz:

  1. Pozytywne słowa są zawsze potrzebne. Jesteśmy przeładowani stresującymi inormacjami, zalęknieni, przemęczeni. Każda iskierka jest na wagę złota :)
    Altena

    OdpowiedzUsuń