poniedziałek, 10 kwietnia 2017

W życiu masz dwie opcje

Dziś będzie krótko.
Krótko, bo zatoki kontratakują, ale tym razem postanowiłam z nimi walczyć po swojemu. Jeśli się pogorszy, to pewnie spotkamy się z lekarką, ale wolałabym nie musieć łykać niepotrzebnie leków. Zatem wymyśliłam sobie własną kurację. Eksperymentalnie płuczę zatoki  takim zmyślnym urządzeniem, które dawno temu zakupiłam za grosze w aptece w Niemczech. Nie jest to może najprzyjemniejsze doznanie, ale przynajmniej mocno nawilżam nos od środka. Do tego Hot Toddy (na całe życie będę wdzięczna mojemu przyjacielowi za przepis na niego, choć picie niemal duszkiem tego specyfiku jest dla mnie pewnym wyzwaniem), a jutro poświęcę się i zjem czosnek. Do picia zaraz zaparzę sobie imbir i ogólnie... dam radę.

Ale nie o tym chciałam pisać. Ważniejsze dla mnie jest to, co ostatnio dzieje się w mojej głowie w kwestii blogowania.


piątek, 7 kwietnia 2017

Spotkałam ludzi szczęśliwych

Miałam dość mocne postanowienie, by umieszczać post na blogu w poniedziałki i czwartki. Niemalże za wszelką cenę. No właśnie… niemalże.
Wczoraj zaczęłam pisać, jednak coś mi nie szło. Słowa nie układały się tak, jak powinny. Historia, którą chciałam zaprezentować brzmiała sucho, a do tego - i to chyba najgorsze - nie niosła ze sobą tego, co chciałam w niej zawrzeć. Miałam zatem do wyboru: czy napisać post mimo wszystko i być może zmarnować pomysł, czy poczekać i poszukać dodatkowej inspiracji.
Wybrałam drugą wersję. I chyba dobrze zrobiłam, bo dziś “przyszedł” do mnie tytuł, a wraz z nim wszystko zaczęło się układać.

poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Na końcu zawsze się udaje

Podobno John Lennon powiedział kiedyś, że na końcu wszystko będzie dobrze. A jeśli nie będzie, to jeszcze nie koniec. Być może chciał zażartować, lecz stworzył jedne z piękniejszych słów, jakie dane mi było poznać w życiu. Ich piękno polega na ogromnej ilości nadziei, jaką skrywają.
Cytat ten przypomniała mi pewna “konwersacja smsowa”, jaką prowadziłam ostatnio z moim dobrym przyjacielem.