poniedziałek, 27 marca 2017

Galopujące myśli

Zastanawiałam się dzisiaj, o czym chciałabym napisać na blogu. Nie, nie cierpię na brak pomysłów. Wręcz przeciwnie, tematy same pchają mi się przed oczy i do głowy. Nic tylko brać, wybierać, decydować i niczego nie żałować, jak to twierdził Franciszek Dolas. Ale sprawa wcale nie okazała się taka łatwa...




Wzburzona nieco tym, co ostatnio wydarzyło się w moim najbliższym otoczeniu, chciałam wytknąć kobietom (w tym i sobie), że za często nie wiedzą, czego tak naprawdę chcą. Później temat wyewoluował w kierunku mylenia zakochania z miłością. Ważny, wielki i wymagający nieco więcej czasu na przygotowanie się niż mogłam wygospodarować. A do tego dość "ciężki". 

Postanowiłam zatem poszukać czegoś innego, bardziej optymistycznego. Jako że ostatnio o tym rozmawiałam z pewną osobą, chciałam napisać o inwestowaniu. Nie, nie pieniędzy. Zdradziłabym od razu, czego i jak, ale post o tym może być naprawdę dobry i nie chcę nic uprzedzać. Czemu zatem po prostu o tym nie piszę? Bo jednak wymagałoby to skupienia. A moje myśli dzisiaj galopują, jak metaforyczne stado szalonych mustangów, które poczuły wiosnę.

Oj tak, jak też czuję wiosnę. Choć nadal nieco chora, a przez to zmuszona do siedzenia w domu, otwieram okna i słucham rozśpiewanych ptaków, uśmiechając się jednocześnie do słońca. Wypełnia mnie ten rodzaj kreatywnej energii, który pozwala zmieniać świat, nawet jeśli tylko najbliższy. U mnie zaowocował on dziś nagłym wybuchem pomysłowości.

Bo pomysły same mi wskakują do głowy. Zaczęło się od tego, że nierozważnie dość zadałam sobie pytanie, co bym chciała osiągnąć na blogu, o czym pisać. No i się zaczęło. Hop. Ogarnianie życia. Hop. Optymizm. Hop. Prokrastynacja. Hop. BuJo... więcej BuJo... Hop. Przegląd miesiąca w blogosferze. Hop. Podejmowanie różnych wyzwań. Hop. Zrób fajny newsletter, dziewczyno. Hop. A co z nauką japońskiego?

Stop!

Pomysły są naprawdę cudowną rzeczą. Uwielbiam, gdy co chwila jakiś nowy wpada mi do głowy. Czuję się wtedy taka produktywna i twórcza. Ale teraz ich nawał trochę komplikuje mi życie. Najpierw czekają ukryte posty do przeredagowania, abym mogła je upublicznić. I wówczas mój blog przestanie wyglądać na pusty. Bo jak tu zachęcić kogoś do odwiedzin? A potem... potem znowu myśli mogą galopować. Jak szalone!

Dużo uśmiechu dla Ciebie :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz